29 lis 2014

Jeśli chcemy kogoś obarczyć moralną odpowiedzialnością za to, że nam w II połowie XVIII wieku rozebrano państwo, możemy wskazać palcem np. Marię Teresę Habsurg. To na dworze tej niekoronowanej cesarzowej Austrii zrodził się ten pomysł, który miał rozładować napięcie między europejskimi potęgami.

Nie Maria Teresa nam jednak zgotowała ten los, a jej kanclerz Wenzel Anton von Kaunitz do spółki ze współrządzącym z nią synem Józefem. Sama cesarzowa była przeciwna rozbiorowi, podobno jak podpisywała traktat rozbiorowy, to płakała… Rozryczałaby się jak bóbr, gdyby dożyła II i III rozbioru. Dziś 234. rocznica jej śmierci.
Pomnik Marii Teresy Habsburg stoi na Maria-Theresien-Platz, tu obok Hofburga.

To bardzo zacny plac. Po swej prawej stronie cesarzowa ma Kunsthistorisches Museum (Muzeum Historii Sztuki).

A po lewej Naturhistorisches Museum (Muzeum Historii Naturalnej).

Zad konia, na którym siedzi Maria Teresa wypięty jest na Leopold Museum, Muzeum Sztuki Nowoczesnej i inne ciekawe miejsca.

Oblicze cesarzowej zwrócone jest w stronę Hofburga.

01 lis 2014

Wchodzisz na cmentarz, widzisz pełno nagrobków z jednego rocznika i już wiesz, że tu stało się coś złego. Chodzi o rok 1993, a cmentarz znajduje się w Mostarze przy meczecie Karadjoz-bega (Karađozbegova džamija).

Jeśli są w ogóle możliwe jakieś wojny, podczas których przynajmniej jedna ze stron konfliktu nie ma niewinnej krwi na rękach, to na pewno nie była to wojna w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995. Ginęli Boszniacy (czyli słowiańscy muzułmanie, w 1971 roku uznani w Jugosławii przez Titę za naród jako Muzułmanie), ginęli bośniaccy Serbowie i ginęli bośniaccy Chorwaci. Ginęli żołnierze, ginęli cywile. Zabijali też wszyscy. W Mostarze Chorwaci i Boszniacy rzucili się sobie do gardeł w październiku 1992 roku, a w maju 1993 roku Chorwaci (którzy już w 1991 roku proklamowali Chorwacką Republikę Herceg-Bośni ze stolicą w zachodnim Mostarze) oblegali wschodnią część miasta zajmowaną przez wojska bośniackie.

Na cmentarzu przy meczecie Karadjoz-bega nagrobki należą do osób w różnym wieku. Łączy je rok śmierci, czas wojny domowej.

7 lat…

11 lat…

18 lat…

23 lata…

43 lata…

Oczywiście nie wszystkie groby pochodzą z 1993 roku. Cmentarz jest równie stary jak meczet Karadjoz-bega z 1557 roku, przy którym się znajduje.

Na cmentarzu pochowany jest Osman Djikić (Đikić), bośniacki poeta romantyczny i dramaturg, żyjący w Mostarze w latach 1879-1912. Nad klasycznym muzułmańskim nagrobkiem w formie nišana znajduje kopuła z 1937 roku (zburzona w czasie wojny domowej, ale odbudowana po 1995 roku).

Djikić pisał m.in. teksty sevdalinek, czyli tęsknych pieśni bośniackich, będących muzycznym symbolem tej części Bałwanków. Fascynujące, że sevdalinka to styl muzyczny powstały na styku kultur – słowiańskiej i islamskiej oraz żydowskiej (chodzi o Żydów sefardyjskich, którzy po wygnaniu w 1492 roku z Półwyspu Iberyjskiego osiedlili się m.in. na Bałkanach). Zupełnie jak fado powstałe na styku kultur Półwyspu Iberyjskiego, w tym przecież również islamu. W dodatku sevdalinka ma prawdopodobnie ten sam źródłosłów, co portugalskie saudade.
I tak to jest, że czasem w tyglu kulturowym się zabijają, a czasem tworzą coś nowego.

18 paź 2014

Polskę i Portugalię łączy dużo więcej, niż tylko to, że znajdujemy się obok siebie na alfabetycznej liście państw.
Co do tego, że Portugalia leży na końcu Europy, nie ma chyba wątpliwości. Czy za Polską kończy się Europa? Zdania są podzielone. Na pewno swój kraniec ma Unia Europejska. W związku z tą krańcowością i my, i oni walczyliśmy kiedyś z niewiernymi. I słabo na tej walce wyszliśmy. Zwłaszcza my, którzy do walki z niewiernymi dołożyliśmy sobie spory z heretykami.
Byliśmy kiedyś potęgami, z grubsza w tym samym czasie (XVI w.). My na skalę europejską, oni o zasięgu światowym. Spadliśmy z wysokiego konia, ale oni z wyższego, więc ich boli chyba bardziej.
Podobnie, z przyczyn historycznych, nie lubimy sąsiadów. Z tym, że oni mają słaby wybór. Mogą się kochać lub nie kochać tylko z Hiszpanami. My, trzeba przyznać, mieliśmy w tym względzie większe pole do popisu.
Jednym ze słynniejszych Portugalczyków, mniejsza o to, że to postać fikcyjna, był kapitan Ferriera, ciemny typ z serialu „Szogun”. Mamy tu piękny wspólny mianownik, bo w tę rolę wcielił się niejaki Vladek Sheybal, czyli po prostu polski aktor Władysław Sheybal (w Polsce przed emigracją zagrał ledwie w dwóch filmach, w tym genialną rolę kompozytora w „Kanale”).

A taki Martim Moniz? To wypisz wymaluj portugalski Rejtan. Tylko sytuacja inna i skutek inny. Martim Moniz był rycerzem, który w 1147 roku przyczynił się do zdobycia przez Portugalczyków Lizbony. Legenda mówi, że widząc otwartą bramę miasta rzucił się w nią i własnym ciałem nie dopuścił do jej zamknięcia, dzięki czemu wojska Alfonsa I mogły wkroczyć do miasta, w którym urzędowali Maurowie. Swój czyn dzielny rycerz okupił śmiercią. Dziś ma w Lizbonie swój plac, ulicę, bramę w zamku, a nawet stację metra, na której zobaczymy go na takim bardzo wymownym obrazku.

Za wspólny polsko-portugalski mianownik uznajmy też Fatimę i Jana Pawła II. No i Józefa Piłsudskiego bywającego na Maderze. Skoro już jesteśmy przy naszym marszałku, to nie tylko on przeprowadził w maju 1926 roku zamach stanu. 26 maja 1926 roku tego samego w Portugalii dokonał António Óscar de Fragoso Carmona. Różnica taka, że Piłsudski nie zechciał zostać prezydentem, a Carmona i owszem.
Jak się głębiej wsłuchać, język portugalski brzmi momentami jak polski. Nie ma portugalskiego zdania bez „sz”. No i to aktorskie „ł” jak spod Wilna.
O królu, który ma wrócić na białym koniu, już wspominałem. I to w dwóch językach. Czy „ł” udane?

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.