20 cze 2015

Znudziła się Holendrom zatoka Zuiderzee, to zamiast wrzynającego się w ląd Morza Północnego zrobili sobie w tym miejscu jezioro IJsselmeer. A gdy się im już opatrzyło duże jezioro, to je podzielili na dwie części, nazywając drugą Markermeer. Zupełnie jak za najlepszych lat Związku Radzieckiego, tylko z lepszym skutkiem.

Jezioro z zatoki uczyniła tama Afsluitdijk (czyli zamykająca grobla), zbudowana w latach 1927-1932 (choć pierwsze plany zaczęto snuć już w II połowie XVII wieku). Tama brzmi mało efektownie, jak na obiekt inżynieryjny o długości 32 kilometrów, szerokości 90 metrów i wysokości 7,25 metra. To 21 kilometrów sześciennych ziemi i innych materiałów. I to tylko nad powierzchnią wody. O ile dobrze obliczam, to jakieś osiem razy tylko, co piramida Cheopsa. A razem z tym, co podwodą, jakieś dwanaście cheopsów. Szacunek. Od czego roboty publiczne, przy których zatrudniono pięć tysięcy osób. Jak znalazł w czasie Wielkiego Kryzysu, który na pewno nie ominął Niderlandów.

Budowa tamy miała trzy typowe skutki: morze przestało w tym miejscu straszyć wybrzeże powodziami, zamiast morza powstało słodkowodne jezioro, a Holendrzy zyskali jakieś półtora tysiąca kilometrów kwadratowych ziemi do uprawy i do zamieszkania. Na polderze Zuidelijk Flevoland powstało na przykład miasto Alemere, zamieszkałe przez ćwierć miliona ludzi.

Środkiem tamy przebiega autostrada A7.

Z obu końców tamy znajdują się kompleksy śluz, dzięki którym reguluje się poziom wody.

Po środku tamy można się zatrzymać, zatankować, zjeść, podziwiać widoki.

Albo oddać hołd budowniczym tamy. Jednym z nich był Cornelis Lely, minister robót publicznych, który przyczynił się do realizacji projektu.

W Holandii docenia się też pracę zwykłych ludzi. Relief z brązu autorstwa Hildo Kropa przedstawia trzech kamieniarzy.

I jeszcze jeden bohater klasy robotniczej, uwieczniony w rzeźbie Ineke van Dijk z 1982 roku.

W 1976 roku zakończono budowę drugiej tamy, która przepołowiła istniejące już 40 lat jezioro IJsselmeer. Grobla początkowo nosiła nazwę Houtribdijk, dziś to Markerwaarddijk. Powstałe w ten sposób jezioro nazwano Markermeer.

Markerwaarddijk jest nieco mniejsza od starszej siostry. Ma 30 kilometrów długości i 68 metrów szerokości. Środkiem biegnie droga N302. Jest tak prosto i płasko, że droga dosłownie zlewa się z wodą.

Po środku grobli jest sielski zakątek z restauracją o nazwie Checkpoint Charlie.

14 cze 2015

Dekomunizacja w Bośni i Hercegowinie to chyba pieśń przyszłości. W centrum Sarajewa, pomiędzy ulicą Muhameda Kantardžića a placem Wyzwolenia (plac ma jeszcze jednego patrona, jest nim Alija Izetbegović, pierwszy prezydent BiH) stoi popiersie komunistycznego działacza Veselina Maslešy. Masleša przed wojną zaczął działać w Komunistycznej Partii Jugosławii, od 1941 roku w jugosłowiańskiej partyzantce. Utonął 14 czerwca 1943 roku w Sutjesce, wydostając się z niemieckiego okrążenia.

Pomnik nie jest jakoś szczególnie zadbany, ale zupełnie nie podejmuję się zrozumieć, czy Masleša jest ciągle dla Bośniaków prawdziwym bohaterem narodowym (pewnie jednak jest), czy tylko szanują decyzję Prezydium Zgromadzenia Narodowego Republiki Federalnej Jugosławii z 20 grudnia 1951 roku, kiedy został oficjalnie uznany za bohatera narodowego.

13 cze 2015

To największa victoria od czasów Kircholmu, od Somosierry, od Rokitny! – entuzjazmował się wiceminister rolnictwa Jan Ulanicki witając w restauracji „Oaza” Nikodema Dyzmę, który zjawia się tam po wizycie u prezesa Rady Ministrów. Szukam tej sceny w przedwojennej książce Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, ale nie znajduję. Wspomnienie bitwy pod Rokitną pojawia się natomiast w peerelowskim serialu. Dziwne.

Czemu dziwne? Bo szarża ułanów z 2 szwadronu II Brygady Legionów Polskich, jaka miała miejsce dokładnie sto lat temu, czyli 13 czerwca 1915 roku, należała do sanacyjnej mitologii. Dołęga-Mostowicz sanacji nie lubił (książka pochodzi z 1932 roku, postlegioniści rządzili od sześciu lat). Widocznie lubił Jan Rybkowski, reżyser i scenarzysta.
Bitwa pod Rokitną (nasi pod wodzą rotmistrza Zbigniewa Dunin-Wąsowicza oczywiście po stronie Austro-Węgier) odbyła się na dzisiejszym pograniczu Ukrainy, Rumunii i Mołdowy, czyli po historycznemu mówiąc na pograniczu Bukowiny i Besarabii. W starciu z Rosją zginęło 17 polskich ułanów, w tym sam dowódca. Ze straceńczej szarży jednak nic strategicznego nie wyniknęło.
W 1923 roku sprowadzono ciała poległych żołnierzy z Rumunii (dziś to terytorium Ukrainy). W uroczystościach brali udział m.in. Józef Piłsudski i biskup krakowski Adam Stefan Sapieha. Ciała spoczęły na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, a dwa lata później, w dziesiątą rocznicę szarży, odsłonięto pomnik zaprojektowany przez Józefa Gałęzowskiego.

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.