28 wrz 2014

Być w Lizbonie i nie posłuchać fado, to jak pojechać do Paryża i nie zobaczyć wieży Eiffla. No, nie da się. Widać z każdej strony. W Paryżu wieżę, w Lizbonie fado.

Sklep przy Estação Ferroviária do Rossio (dworzec kolejowy):

Z fado w Lizbonie jest ten problem, że nie wiadomo, które miejsca są turystyczną konfekcją, a które szczerym przejawem miejskiego folku. Da się ten dylemat wykorzystać do reklamy. „Nie jesteśmy turystyczny miejscem, ale zapraszamy”. Klub przy Calçada da Estrela, niedaleko portugalskiego parlamentu. Faktycznie, nie jest to typowe miejsce dla fado.

Fado słucha się na Alfamie. Wiedzą o tym turyści, wiedzą o tym miejscowi (zarówno ci, którzy przychodzą posłuchać, jak i ci, którzy z tego żyją). Plac przed Igreja de Santo Estêvão (kościół św. Szczepana):

Na Alfamie znanych miejsc jest mnóstwo. Za cholerę nie wiem, czy przereklamowane, czy godne swej marki. Np. Dragão de Alfama (Smok Alfamy).

Ale któreś trzeba było wybrać. Pierwsze z brzegu było São Miguel de Alfama. Siwa pani za mną to gwiazda tego klubu.

Gwiazda jak najbardziej zasłużona. Tego wieczora wystąpiło czworo artystów, ale ta zrobiła na nas największe wrażenie.

Młodsze panie wzbudziły nieco mniejsze emocje, fado lepiej brzmi z bagażem doświadczeń. Pani brunetka.

Pani blondynka.

Ale najlepszy kontakt z publicznością nawiązał pan z gitarą. Nawet sobie wspólnie pośpiewaliśmy.

Cały występ dla wytrwałych.

Przepraszam, że to zbanalizuję, ale kluby fado to przeważnie po prostu restauracje z programem artystycznym.

Typowe (o ile takie istnieje) fado to śpiew, gitara klasyczna i gitara portugalska. Oto ta ostatnia:

Żeby bardziej skomplikować – są dwie odmiany gitary portugalskiej. Jednej używają w Lizbonie, drugiej w Coimbrze. Różnią je niuanse (struny 445 mm versus 470 mm). Ta powyżej, skoro wisiała w klubie na Alfamie, zakładam, że jest odmianą lizbońską. Poniżej gruchot z Feira da Ladra (Targ Złodziei). Wygląda na bardziej smukłą, więc może to model z Coimbry. Na zwłoki fendera nie patrzymy.

Na drugie fado wpadliśmy do klubu Bartô mieszczącego się w ośrodku kultury Chapitô, tuż pod Castelo de São Jorge (zamek św. Jerzego).

Bartô to dziwne miejsce, co widać już po wystroju. Oferuje m.in. takie oto miejsca siedzące.

Artyści występują w autentycznym basenie (czy to była kiedyś willa czy szpital?).

Przed nami zatem znów typowy skład fado – śpiewa pani, akompaniuje dwóch panów.

Pani jest bardzo młodą fadistką, ale nie będziemy czekać, aż się zestarzeje, żeby nabrała wiarygodności.

Cały występ.

Z oczywistych przyczyn nie mogliśmy zobaczyć Amálii Rodrigues, spóźniliśmy się kilkanaście lat. Największa fadistka wszech czasów spoczywa w Panteão Nacional, czyli Panteonie Narodowym (Igreja de Santa Engrácia).

Pozostaje jeszcze wyjaśnić sobie, co znaczy fado. Jak to co? To samo, co karma. Każdego kiedyś dopadnie.

27 wrz 2014

To chyba Lasse Erikson z Bullerybyn postulował zbudowanie górki, z której można by zjeżdżać na sankach tylko w dół, bez potrzeby ponownego wchodzenia na nią. Przydałby się taki wynalazek w Lizbonie, gdzie ciągle w zasadzie jest pod górkę.
Przykład pierwszy – Calçada Nova de São Francisco łączy Rua Nova do Almada z Rua Ivens w dzielnicy Baixa.

Z Baixa na Chiado dużo wygodniej niż kolejnymi schodami dostać się windą. Te dzielnice łączy słynna Elevador de Santa Justa.

Wsiadamy od strony Rua Áurea, płacimy 5 euro (wygoda kosztuje) i po chwili jesteśmy trzydzieści metrów wyżej.

U stóp mamy Rua do Carmo (idąc dalej przechodzimy tą kładką, mijamy ruiny Convento do Carmo i docieramy na plac Largo do Carmo).

Elevador de Santa Justa jest dziełem ucznia Gustawa Eiffela. To chyba widać.

To była klasyczna winda, jedyna z zabytkowych działających w pionie (niedaleko, z Rua dos Fanqueiros można się dostać publiczną, czyli darmową, windą na Rua da Madalena, podejść kilka kroków do Pingo Doce, czyli Biedronki, i tam wjechać na prawie na Costa do Castelo prowadzącą do zamku św. Jerzego). Trzy pozostałe wiekowe windy jeżdżą po ukosie, to w zasadzie skrzyżowanie wyciągu z tramwajem.
Elevador da Glória odjeżdża z Praça dos Restauradores w kierunku dzielnicy Bairro Alto. Tzn. ta już odjechała. Ale zaraz wróci.

Dolna stacja Elevador da Glória.

Górna stacja kolejki znajduje się przy Jardim de São Pedro de Alcântara (ogród), gdzie mamy Miradouro de São Pedro de Alcântara (punkt widokowy).

Ta przyjemność trwa jakieś dwie i pół minuty i kosztuje 3,6 euro. Pan motorniczy sprzedaje bilety, ale można też skorzystać ze swojej doładowywanej karty Viva Viagem.

No to jedziemy Elevador da Glória w górę, nie lękając się ani piekielnych pisków, ani lewackich graffiti na ścianach.

Podróż w dół jest cichsza.

Na Bairro Alto można też się dostać od strony Cais do Sodré. Elevador da Bica wiedzie w górę Rua da Bica de Duarte Belo.

Wagonik mały, ale przystojny.

I z jaką gracją się porusza.

Niedaleko Praça dos Restauradores można też wsiąść w inną windę, która wzniesie nas w przeciwną stronę. Trzeba podejść na północ do Avenida da Liberdade i trafić na Largo da Anunciada. Stamtąd Elevador do Lavra wozi zmęczonych ludzi na Rua Câmara Pestana. Kolejka porusza się po Calçada do Lavra.

Inna sprawa to chodzenie po Alfamie. Dzielnica ma średniowieczny i ciasny arabski typ zabudowy, więc nie zmieszczą się tam żadne kolejki, a i tramwaj czy autobus nie wszędzie wjeżdża (a metro w ogóle omija tę dzielnicę). Strategia jest zatem prosta – wjeżdżamy tramwajem na górę i schodzimy przypadkowymi uliczkami w dół. Po dotarciu nad Tag wracamy metrem do tramwaju i powtarzamy zabawę, następnym razem skręcając w lewo, zamiast w prawo. Na dole tych schodów na Rua do Loureiro skręciłem w lewo.

Te schody na Beco Cruzes szczęśliwie minąłem bokiem.

Gdyby jednak komuś koniecznie zależało się spocić, może zaatakować Alfamę od dołu, np. z Rua Jardim do Tabaco wchodząc schodami na Beco do Maquinez. Na zdrowie!

21 wrz 2014

Im bliżej do pierwszego kursu odrodzonych olsztyńskich tramwajów, tym więcej narzekań, że będzie ciasno. Jak się ten biedny tramwaj zmieści na wąskich uliczkach. Ciasno? Ciasno to jest w Lizbonie.

Powyższy przykład, słynna linia 28 na Calçada de São Vicente, wcale nie jest jakimś malowniczym wyjątkiem. To lizboński standard. Oczywiście, lizbończycy mają też metro, ale wcale aż w tak wiele miejsc nie dojeżdża. Tramwaje zresztą też nie obsługują całego miasta. Moje dwutygodniowe doświadczenie mówi mi, że najlepszym środkiem transportu w stolicy Portugalii są autobusy. Dojeżdżają prawie wszędzie, często są klimatyzowane (w tramwaju 28 muszą wystarczyć otwarte okna). I można się do nich dostać. A wejście do malutkiego tramwaju to loteria (nasz współczynnik to około 60 proc. udanych podejść).
Z wsiadaniem do tramwaju 28 na Largo da Sé, pod katedrą Sé, bywa ciężko, bo przystanek dalej pod górę jest punkt widokowy, a każdy chce się oszczędzać…

O, to jest właśnie ta górka. Schodziłem dwa razy, nie wchodziłem ani razu. Miradouro de Santa Luzia, czyli punkt widokowy św. Łucja. A tramwaj 28 jedzie po Rua Limoeiro.

Lizboński MPK nazywa się Carris. Znów tramwaj 28 na Rua da Conceição.

W tradycyjnym wagoniku, a większość pamięta jeszcze Salazara, jest 20 miejsc siedzących i 28 stojących. Znów przykład z linii 28.

Z dumą podkreślam, że nikt mnie w lizbońskim tramwaju nie okradł. W metrze i w autobusie też nie.

Tramwaj 28 na Largo de Santo António da Sé.

Largo Chiado, tramwaj 28. Przystanek z widokiem na Café A Brasileira. Ciasno w kawiarni, ciasno na ulicy.

Na większych placach tramwaj ma większy oddech. Linia 28 kończy się (zaczyna się) na Largo Martim Moniz.

Metro jeździ do 1.00 w nocy. Zaskakująco krótko, jak na miasto, które żyje podobno nocą. Ale żyje głównie w klubach fado, a te są na Alfamie, gdzie metro nigdy nie zbłądzi. Tramwaje kończą się około 22.00. Jeśli ktoś nie trafi na autobusową linię nocną, ma zawsze do wyboru taksówkę, jak na zachodnią europejską stolicę tanie. Przed 22.00 z Alfamy można jednak wrócić tramwajem 28 (znów Rua Limoeiro, tym razem w dół).

Małe interludium. Oprócz tradycyjnych linii tramwajowych (a jest ich tylko pięć: 12, 15, 18, 25 i 28), kursuje też linia turystyczna. Tutaj na Rua da Conceição. Nie splamiłem się skorzystaniem z jej usług, mimo ładnej motorniczej. Za sterami tramwajów siedzi zaskakująco dużo, jak na społeczeństwo podejrzewane o patriarchalizm, kobiet. Zapewne to mało płatne zajęcie.

No to jeszcze raz linia turystyczna, na Calçada da Estrela.

Ale po Calçada da Estrela jeździ też tramwaj 28. Pod górkę.

Więc teraz z górki. Calçada de São Vicente, tramwaj 28.

I ciągle z górki. Rua da Voz do Operário, tramwaj 28.

I jeszcze raz z górki. Calçada São Francisco, tramwaj 28.

To może trochę po płaskim (w tramwajowej części Lizbony rzadkość). Largo do Conde Barão, tramwaj 25.

Bardzo duże płaskie, czyli Praça Comércio. Tramwaj 25 przejeżdża obok Arco da Rua Augusta.

Chwilę odpoczęliśmy, więc znów się powspinamy. Tramwaj 28 na Rua Vitor Cordon zbliża się do rogu Rua Paiva de Andrada.

Pod górkę na Calçada São Francisco, tramwaj 28.

Calçada São Francisco, tramwaj 28, prawie już zdobyta. Widoczna naturalna klimatyzacja.

Spotkanie na szczycie. Dwa tramwaje 28 na Calçada São Francisco.

Jeszcze jeden dowód, że bywa ciasno. Rua de São Bento róg Rua dos Polais de São Bento, tramwaj 28.

Pieszym też bywa ciasno. Rua Paiva de Andrada, tramwaj 28.

A tak to wygląda ze środka. Tramwajem 25 mijamy Rua de São Domingos.

Wiem, że macie już dość, ale jeszcze pojeździmy. Najpierw tramwajem 15 (jeszcze dziś nie jeździliśmy) od Praça do Comércio (Terreiro do Paço) w stronę Belém.

Tramwajem 25 od Rua São Paulo do Praça da Estrela.

Tramwajem 25 od Largo do Conde Barão do Praça do Comércio (Terreiro do Paço).

I na koniec wycieczki przejażdżka jedynie słusznym tramwajem 28 z Largo da Madalena do Miradouro de Santa Luzia.

Historia opisana przeze mnie poniżej nie mogłaby się zdarzyć w lizbońskim tramwaju, bo nie ma w nich kasowników. Są czytniki. Tak oto technologia zabija romantyzm…

Wyciągnęła swój bilet tramwajowy,
Jak karabin maszynowy.
Biedna szuka kasownika,
Mego wzroku wciąż unika.

ref.
Tramwajowa miłość
Kilka sekund trwa.
Tramwajowy flirt
Wiwat MPK!

Wreszcie mówi „Proszę pana”,
Cała przy tym jest zmieszana,
„Gdyby zechciał pan łaskawie
Bilet mój przedziurawić”.

„Czy tylko z jednej strony?”
Pytam cały podniecony.
„Z jednej, z jednej drogi panie”,
Onieśmiela ją to pytanie.

Wkładam bilet więc w szczelinę,
Głośno łykam przy tym ślinę.
Energicznym ruchem dłoni
Kasuję bilet, nawet się nie broni.

Znowu mogę spojrzeć na nią,
„Oto bilet, pozdrawiam panią”.
Firanka wdzięku z jej twarzy spadła,
Zabrała bilet, wkrótce wysiadła.
Kraków, 3.11.1987

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.