23 lip 2014

Dlaczego córka Putina mieszka w Holandii? Może się zakochała w Holendrze. Może chciała pooddychać w wolnym kraju. A może po prostu dlatego, że tam fajnie jest. Na przykład w Goedereede, przykład pierwszy z brzegu.

Tzn. nie z brzegu, bo Goedereede nie leży akurat nad morzem, chociaż w związanej na śmierć i życie z Morzem Północnej Zelandii.

W renesansowym, i pewnie nie tak uroczym jak obecnie, Goedereede proboszczem był swego czasu Adriaan Florenszoon Boeyens, ostatni przed Karolem Wojtyłą niepochodzący z Włoch papież (w 1522 roku został Hadrianem VI).

Nie nazwiedzałem się Goedereede, bo miasteczek w Zelandii do zobaczenia miałem kilkanaście. Ale zostało w mej pamięci jako pierwsze, w których się zatrzymałem po przyjeździe do Holandii.

20 lip 2014

Jeden z pierwszych swoich artykułów, a było to blisko trzydzieści lat temu, zatytułowałem „Tu malkontent”. Ja z tego wyrosłem, ale pojawił się Internet, a wraz z nim dzielni następcy. Najnowszy powód do marudzenia to otwarcie parku Centralnego.

Mieliby olsztyńscy grymaśnicy satysfakcję, gdyby dzisiejsze Olsztyńskie Śniadanie na Trawie oficjalnie inaugurujące park Centralny miało frekwencję jak poniżej, czyli tydzień temu, w dzień powszedni.

Dzisiejsze tłumy, przyznam, mile mnie zaskoczyły.

Zaskoczyły i ucieszyły, bo przecież imprezę organizowała „Gazeta Olsztyńska”.

Atrakcje piknikowe liczne. Idealnie w parkowej atmosferze zabrzmiała Pro Musica Antiqua.

Pro Musica Antiqua w utworze Edvarda Griega:

Pro Musica Antiqua w utworze Modesta Musorgskiego:

Na akordeonie czarował Dariusz Wiśniewski:

Tak czarował, że nasi fotoreporterzy wzięli go w kleszcze swych obiektywów. Z lewej Beata Szymańska, z prawej Bartek Cudnoch.

Prof. Geno Makowski wszedł w interakcję z kilkunastoma modelkami, a w powietrzu unosił się duch Édouarda Maneta.

Na trawie pisaliśmy też olsztyński kryminał (ujawnienie w poniedziałkowej „Gazecie Olsztyńskiej”).

Gdybym miał, mimo wszystko, uderzyć w tony malkontenckie, to wsiadam na swego ulubionego konika, czyli respekt dla prawa. Nie wiem, jakiego rzędu jest akt prawny wyrażony na tabliczce, ale kilkaset osób go nie przestrzega. Ja bym groźne słowo „zakaz” zamienił na „prośba”. A kwestii śmiecenia w ogóle nie poruszał.

A teraz z zupełnie innej bajki. Nikt nie marudził na przedstawieniu „Maruczella”, jaki na rynku Staromiejskim zaprezentował dziś wieczorem Teatr Nikoli z Krakowa.

Teatr krakowski, ale z korzeniami w Rosji i na Ukrainie. Założył go w 1990 roku w Kijowie pochodzący z Rosji Mikołaj Wiepriew. Po roku przeniósł swoją działalność do Polski. Od razu miałem skojarzenie z radziecką sztuką cyrkową.

Przedstawienie lekkie, łatwe i przyjemne, z włoskim motywem „Maruzzella”, czyli neapolitańską piosenką z 1954 roku wykonywaną przez Renato Carosone (słowa Carosone, muzyka Enzo Bonagura). Pojawiła się w filmie „Maruzzella” z 1956 roku. Z Maruzzelli zrobiła się Marucella, a z Marucelli Maruczella. Nie marudzić!

Jest i motyw meksykański. „Speedy Gonzales”, czyli piosenka o najszybszej na świecie myszy w najpopularniejszej wersji Pata Boona.

Teatr uliczny jest nieważny bez udziału publiczności (uwaga, nie siadać w pierwszym rzędzie). Scena z zazdrosnym kogutem. Niezła jaja.

Aktorzy Teatru Nikoli poszli odpoczywać, a w tym czasie zadania aktorskie przejęły dwie osoby z ulicznej widowni. Pan udaje Louisa Armstronga śpiewającego „La vie en rose” z repertuaru Édith Piaf, a pani udaje na gitarze, że gra na trąbce. Nie marudzić!

Najtrudniejsza widownia, czyli dzieci. Nie marudziła.

15 lip 2014

Stanisław Bareja zapewne oglądał w październiku 1976 roku jak helikopter wojskowy Mi-6 nadlatuje z Gliwic nad Kraków z zawieszonym na linie Władysławem Jagiełłą. Cała Polska oglądała w telewizji. Obrazek wprost wymarzony dla epoki Gierka. Motyw helikoptera z dziwnym ładunkiem pojawił się potem u Barei dwukrotnie – oczywiście w „Misiu” (wiadomo) oraz w „Zmiennikach” (gigantyczna mysz).

Ja oczywiście też, pacholęciem będąc, oglądałem z wypiekami na twarzy tę patriotyczną transmisję. Ciekawe, że z odbudową Pomnika Grunwaldzkiego komunistyczne władze czekały trzy dekady. Grunwald był przecież jednym z ulubionych symboli peerelowskich władców. Solą w oku był jednak prawdopodobnie Ignacy Paderewski, fundator pomnika, który wielkim artystą był, ale i przecież przedwojennym polskim premierem też. W dodatku związanym z Ameryką.

Paderewski, długo przed tym, zanim został sławnym pianistą, marzył o wybudowaniu pomnika, który uczci 500. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Podobno tę ideę wykoncypował sobie, gdy miał 10 lat, czyli w 1870 roku. Realizacji doczekał się po czterdziestu latach. 15 lipca 1910 roku niedaleko Barbakanu, na placu Jana Matejki w Krakowie, stanął pomnik konny króla Władysława Jagiełły II. Ten dzień stał się również symbolicznym momentem, którym Paderewski rozpoczął swoją działalność polityczną, jakże skuteczną w walce o niepodległą Polskę.

W wyborze autora pomnika pomógł Paderewskiemu Władysław Mickiewicz, syn Adama. Wskazał Antoniego Wiwulskiego. Wiwulski sześć lat później był twórcą Trzech Krzyży w Wilnie. O ile jego krakowskie dzieło zniszczyli na przełomie 1939 i 1940 roku hitlerowcy, to dzieło wileńskie legło w gruzach w 1950 roku, zniszczone przez komunistów.

Komitet odbudowy Pomnika Grunwaldzkiego powołano dopiero w 1972 roku. Gierek jaki był, taki był, ale uprzedzeń wobec Zachodu nie miał. A kto w Krakowie mógł dostać zlecenie, jak nie Marian Konieczny? Wprowadził trochę zmian. Król Władysław Jagiełło wznosi się w strzemionach.

U jego stóp wielki mistrza Urlich von Jungingen. Nadal leży.

W dużo godniejszej pozie wielki książę litewski Witold.

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.