27 sty 2012

Sztuka już dawno wyszła na ulicę, więc przykład z Kunsthal w Rotterdamie jest banalny. Zresztą budynek Kunsthal tak jest złośliwie zaprojektowany, że wiele można zobaczyć nie wchodząc do środka. A że stoi na uczęszczanej trasie i w zasadzie przechodzi się przez niego, to podstępnie prowadzi swą kulturalną misję.

Latem 2008 roku wystawił się tu światowej sławy współczesny brytyjski artysta Antony Gormley. Jego ekspozycja nosiła nazwę „Pomiędzy tobą i mną” i prezentowała m.in. instalacje z lat 1996 (Allottment II) i 1995 (Critical Mass II). Jak z dumą podkreśla Kunsthal cała wystawa ważyła 100 ton.

Ale to w środku. Na zewnątrz Gormley zaatakował instalacją Event Horizon, która z zamierzenia miała być interaktywna. Proszę bardzo, mi dwa razy nie trzeba powtarzać.

Salę wystawienniczą Kunsthal w Rotterdamie przy ul. Westzeedijk otwarto w 1992 roku. To pierwszy tego typu budynek w Holandii. Kunsthal nie ma stałej kolekcji, więc nie można nazwać tego miejsca muzeum. Po prostu organizuje kilkadziesiąt różnych wystaw w roku.

Zaprojektowany przez Rema Koolhaasa, rotterdamskiego architekta, budynek ma 3300 mkw. powierzchni wystawienniczej, więc jednocześnie może się tu odbywać aż pięć wystaw.

Z powyższej zachęty do interaktywności korzystają tylko najbardziej zagorzali miłośnicy sztuki współczesnej.

22 sty 2012

Człowiek uczy się całe życie. Musiał mnie swego czasu kolega Kret poprawić, że V-3 nie były rakietami, tylko pociskami. Co prawda, to prawda. Pomyłka była tym trudniejsza do wytłumaczenia, że popełniłem ją już po wizycie w Zalesiu, gdzie można zobaczyć resztki niemieckich instalacji z lat 1943-1945.

No to sobie uporządkowałem wiedzę. Były trzy rodzaje niemieckiej broni typu V: samolot odrzutowy bez załogi (V-1), pociski rakietowe dalekiego zasięgu (V-2) oraz działo wystrzeliwujące pociski dalekiego zasięgu (V-3). „V” jak „Vergeltungswaffe”, czyli broń odwetowa. No tak, agresorzy z bronią odwetową…

Na czym polegała wyjątkowość V-3? W normalnym dziale jest jedna eksplozja i jeden wyrzut gazów, który nadaje pociskowi prędkość. W prędkość-3 takich eksplozji było kilka. Następowały ona jedna po drugiej wraz z przemieszczającym się w lufie pociskiem. Troszkę jak w rakiecie wielostopniowej, chociaż tu chodziło nie o rozłożenie działania siły nośnej w czasie, ale o jej zwielokrotnienie. W efekcie pocisk o wadze 90 kg osiągał prędkość wylotową rzędu 1,5 km na sekundę.

Bardziej wygodne w użyciu od ładunków wybuchowych okazały się małe silniki rakietowe, które zainstalowano parami wzdłuż lufy. Tak spreparowana rura przypominała stonogę (Tausendfüßler).

Zalesie było jednym z trzech miejsc, gdzie prowadzono prace nad tą bronią. Zaczęto je w 1943 roku pod Magdeburgiem, a w Zalesiu nad jeziorem Wicko na wyspie Wolin (wówczas Laatzig) prowadzono badania terenowe.

W Zalesiu zainstalowano trzy działa, czyli trzy stanowiska. Fundamenty musiały być solidne, działa kalibru 110 mm miały długość 130 metrów i ważyły 76 ton. Żeby wystrzelić potrzeba było jednocześnie 160 żołnierzy. Cała załoga doświadczalnego poligonu liczyła 500 osób. Ekonomiczne to nie było…

Prawdziwa bateria do celów wojennych powstała w Mimoyecques w pobliżu Calais we Francji. Zasięg działa oceniano na 160 km. W zupełności wystarczyło, by atakować Londyn. Londyn był zresztą jedynym potencjalnym celem ten baterii, bo manewrowanie i celowanie było bardzo niewygodne, o ile w ogóle możliwe. Rakiety w Mimoyecques nie sięgnęły Londynu, bo zostały uszkodzone przez Anglików 6 lipca 1944 roku, a ostatecznie zniszczone już po wojnie, 9 maja 1945 r.

Próby w Zalesiu trwały do 12 lutego 1945 roku. Dwa miesiące później zjawiła się tam Armia Czerwona…

21 sty 2012

Zazdrość nie jest ładnym uczuciem, ale nie mogę sobie odmówić tej chwili słabości. Krakowowi zazdroszczę ciągłości i autentycznej tradycji.
Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” nie istniało wprawdzie w latach 1939-1990, ale jego odrodzenie było czymś tak naturalnym, że nikt się nie zastanawia, czy to jest to samo stowarzyszenie, co przed wojnami, czy nowe.

Na Warmii i Mazurach, w naszym wykarczowanym z przeszłości regionie, szczytem elegancji jest dwudziestoletnia tradycja. Jakże wiele rzeczy mogłoby mieć tradycję sześćdziesięciokilkuletnią. Poprzepadały różne kluby, stowarzyszenia, miejsca, budynki, restauracje. Dość mocno trwa tylko to, co państwowe, a i to nie zawsze.

Odwoływanie się do starszej tradycji też jest u nas możliwe, choć ryzykowne. Może niepotrzebnie kończymy w poszukiwaniach na XIX wieku? W końcu Warmia ma prawie 800 lat…

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.