18 paź 2014

Polskę i Portugalię łączy dużo więcej, niż tylko to, że znajdujemy się obok siebie na alfabetycznej liście państw.
Co do tego, że Portugalia leży na końcu Europy, nie ma chyba wątpliwości. Czy za Polską kończy się Europa? Zdania są podzielone. Na pewno swój kraniec ma Unia Europejska. W związku z tą krańcowością i my, i oni walczyliśmy kiedyś z niewiernymi. I słabo na tej walce wyszliśmy. Zwłaszcza my, którzy do walki z niewiernymi dołożyliśmy sobie spory z heretykami.
Byliśmy kiedyś potęgami, z grubsza w tym samym czasie (XVI w.). My na skalę europejską, oni o zasięgu światowym. Spadliśmy z wysokiego konia, ale oni z wyższego, więc ich boli chyba bardziej.
Podobnie, z przyczyn historycznych, nie lubimy sąsiadów. Z tym, że oni mają słaby wybór. Mogą się kochać lub nie kochać tylko z Hiszpanami. My, trzeba przyznać, mieliśmy w tym względzie większe pole do popisu.
Jednym ze słynniejszych Portugalczyków, mniejsza o to, że to postać fikcyjna, był kapitan Ferriera, ciemny typ z serialu „Szogun”. Mamy tu piękny wspólny mianownik, bo w tę rolę wcielił się niejaki Vladek Sheybal, czyli po prostu polski aktor Władysław Sheybal (w Polsce przed emigracją zagrał ledwie w dwóch filmach, w tym genialną rolę kompozytora w „Kanale”).

A taki Martim Moniz? To wypisz wymaluj portugalski Rejtan. Tylko sytuacja inna i skutek inny. Martim Moniz był rycerzem, który w 1147 roku przyczynił się do zdobycia przez Portugalczyków Lizbony. Legenda mówi, że widząc otwartą bramę miasta rzucił się w nią i własnym ciałem nie dopuścił do jej zamknięcia, dzięki czemu wojska Alfonsa I mogły wkroczyć do miasta, w którym urzędowali Maurowie. Swój czyn dzielny rycerz okupił śmiercią. Dziś ma w Lizbonie swój plac, ulicę, bramę w zamku, a nawet stację metra, na której zobaczymy go na takim bardzo wymownym obrazku.

Za wspólny polsko-portugalski mianownik uznajmy też Fatimę i Jana Pawła II. No i Józefa Piłsudskiego bywającego na Maderze. Skoro już jesteśmy przy naszym marszałku, to nie tylko on przeprowadził w maju 1926 roku zamach stanu. 26 maja 1926 roku tego samego w Portugalii dokonał António Óscar de Fragoso Carmona. Różnica taka, że Piłsudski nie zechciał zostać prezydentem, a Carmona i owszem.
Jak się głębiej wsłuchać, język portugalski brzmi momentami jak polski. Nie ma portugalskiego zdania bez „sz”. No i to aktorskie „ł” jak spod Wilna.
O królu, który ma wrócić na białym koniu, już wspominałem. I to w dwóch językach. Czy „ł” udane?

04 paź 2014

Rua das Portas de Santo Antão to jeden z deptaków w centrum Lizbony wypełnionych do ostatniej kostki brukowej restauracjami. W Destino – czekadełko pod postacią pieczywa, oliwek i sera (owczego zresztą). Ląduje w 30 sekund po zajęciu stolika. Doliczą ci potem do rachunku parę euro. Następnym razem wystarczy grzecznie podziękować i przejść do konkretów.

Konkrety w Destino niezłe. Typowo portugalskie grilowane sardynki.

Równie typowa kulinarna sytuacja w Portugalii to coś brazylijskiego. Coś brazylijskiego to na przykład picanha, czyli polędwica wołowa z równie brazylijską czarną fasolą.

Ciężka praca restauracyjnego naganiacza:

Zmieniamy restaurację, ale zostajemy przy wołowinie. Niezłe burgery dają w Chapitô na ulicy Costa do Costelo pod zamkiem. Do tego tyleż smaczne, co niezdrowe chipsy. To może wygląda jak fast food, ale nim nie jest. Mięso mielone, ale różowiutkie i delikatne, żaden tam pies z budą. No i pytają jak mocno wysmażyć.

Fajne miejsce to bar Le Chat w Jardim 9 de Abril (obok Museu Nacional de Arte Antiga). Chipsy podają na wiadra. Szkoda, że takie małe.

Druga ciekawa przystawka w Le Chat to peixinhos da horta, czyli zielona fasolka smażona w tempurze. Żeby nie było wątpliwości – „peixinhos da horta” znaczy dosłownie „rybki z ogródka”, ale smaży się w ten sposób różne warzywa. Pomysł trafił do Portugalii z Japonii, ojczyzny tempury. Przywlekli go w XVI wieku portugalscy misjonarze (jeśli komuś w tym momencie staje przed oczami film „Shogun”, to jest to prawidłowe skojarzenie).

Prawdziwe mistrzostwo kucharza w Le Chat to wszystkomająca bruschetta.

Zanim pójdziemy do kulinarnego nieba, wizyta w lizbońskim oceanarium. Oko w oko z japońskim krabem pacyficznym. Kilka dni później jego dalekiego krewniaka spotkam na talerzu w restauracji Ramiro.

Cervejaria Ramiro przy Avenida Almirante Reis to jedno ze słusznie najpopularniejszych miejsc z owocami morza („cervejaria” znaczy „piwiarnia”, ale to chyba pozostałość po początkach tego lokalu sprzed kilkudziesięciu lat). Pierwszą pozycją w menu jest kilkudziesięciominutowa, a czasem i dłuższa kolejka do stolika. Żeby uniknąć wiszenia u klamki, trzeba przyjść przed wieczornym szczytem. My stawiliśmy się około 18.00 i zajęliśmy jeden z ostatnich wolnych stolików. Kilkanaście minut później przed lokalem zaczęła się formować kolejka miłośników skorupiaków i innych morskich okropieństw.

Kelner się nie certoli i wciska do ręki tablet, który służy do zamawiania potraw. Tzn. nie do końca wiem, czy służy do zamawiania, bo po naciśnięciu kolejnych pozycji w elektronicznym menu nie zauważyłem żadnej interaktywności, ale można zobaczyć wizualizacje tych wszystkich smakołyków. Zamówienie składamy i tak paszczowo.

Zaczynamy od krewetek à la Aguillo (tak podaje menu angielskie) albo à la Aguilho (jak podaje menu portugalskie). Zupełnie nie jestem smakoszem morskich potworów, ale te wcinam z zadowoleniem i patrzę nienawistnie na kelnera, gdy zabiera nam opróżnioną patelenkę ze smakowitymi resztkami cebulki, w której smażyły się różowiutkie skorupiaki.

To danie podane ciemną nocą, w ramach romantycznej kolacji przy świecach, może przestraszyć. Na szczęście jest jeszcze widno, więc przyglądam się wąsonogom (percebes, goose barnacles) z zainteresowaniem.

A tak z nimi walczę:

Pora na spotkanie z krewniakiem kraba z oceanarium.

To nie są sprawy dla ideowych wegetarian. W korpusie kraba pajęczego (spider crab) podają coś w rodzaju flaczków z jego wnętrzności.

W Ramiro dają nie tylko owoce morza. Można też rozkoszować się wędzoną szynką o przydługiej nazwie Presunto Pata Negra 5J Sanchez Romero Carvajal. My wybraliśmy na finał coś o krótszej nazwie. Bifana. To też jeden z tradycyjnych lizbońskich smaków – kanapka z wieprzowiną. Mocno czosnkowa, a musztardy każdy leje ile lubi.

Przejdźmy do prawdziwych deserów. Ich miłośnicy mają w Lizbonie prawdziwe dolce vita. Jest kilka kultowych miejsc (niestety, rozjechanych przez bataliony turystów). Jedno z nich to Confeitaria Nacional (Narodowe Słodycze?). W tym samym miejscu od prawie 200 lat.

Jak już się dorwiesz do stolika, to można siedzieć godzinami.

Jeśli Confeitarię Nacional atakują bataliony, to do Antiga Confeitaria de Belém docierają prawdziwe dywizje spragnione najsłynniejszego lizbońskiego ciastka, czyli pastel de nata (inne nazwy to pastéis de nata lub pastéis de Belém).

Pastel de nata to, w skrócie mówiąc, forma z ciasta francuskiego wypełniona masą budyniową, podawana na ciepło, posypana cukrem pudrem i cynamonem.

Pastéis de Belém działa od 1837 roku w dzielnicy Belém, niedaleko od klasztoru hieronimitów.

Wizyta w tym miejscu jest w zasadzie obowiązkowa:

28 wrz 2014

Być w Lizbonie i nie posłuchać fado, to jak pojechać do Paryża i nie zobaczyć wieży Eiffla. No, nie da się. Widać z każdej strony. W Paryżu wieżę, w Lizbonie fado.

Sklep przy Estação Ferroviária do Rossio (dworzec kolejowy):

Z fado w Lizbonie jest ten problem, że nie wiadomo, które miejsca są turystyczną konfekcją, a które szczerym przejawem miejskiego folku. Da się ten dylemat wykorzystać do reklamy. „Nie jesteśmy turystyczny miejscem, ale zapraszamy”. Klub przy Calçada da Estrela, niedaleko portugalskiego parlamentu. Faktycznie, nie jest to typowe miejsce dla fado.

Fado słucha się na Alfamie. Wiedzą o tym turyści, wiedzą o tym miejscowi (zarówno ci, którzy przychodzą posłuchać, jak i ci, którzy z tego żyją). Plac przed Igreja de Santo Estêvão (kościół św. Szczepana):

Na Alfamie znanych miejsc jest mnóstwo. Za cholerę nie wiem, czy przereklamowane, czy godne swej marki. Np. Dragão de Alfama (Smok Alfamy).

Ale któreś trzeba było wybrać. Pierwsze z brzegu było São Miguel de Alfama. Siwa pani za mną to gwiazda tego klubu.

Gwiazda jak najbardziej zasłużona. Tego wieczora wystąpiło czworo artystów, ale ta zrobiła na nas największe wrażenie.

Młodsze panie wzbudziły nieco mniejsze emocje, fado lepiej brzmi z bagażem doświadczeń. Pani brunetka.

Pani blondynka.

Ale najlepszy kontakt z publicznością nawiązał pan z gitarą. Nawet sobie wspólnie pośpiewaliśmy.

Cały występ dla wytrwałych.

Przepraszam, że to zbanalizuję, ale kluby fado to przeważnie po prostu restauracje z programem artystycznym.

Typowe (o ile takie istnieje) fado to śpiew, gitara klasyczna i gitara portugalska. Oto ta ostatnia:

Żeby bardziej skomplikować – są dwie odmiany gitary portugalskiej. Jednej używają w Lizbonie, drugiej w Coimbrze. Różnią je niuanse (struny 445 mm versus 470 mm). Ta powyżej, skoro wisiała w klubie na Alfamie, zakładam, że jest odmianą lizbońską. Poniżej gruchot z Feira da Ladra (Targ Złodziei). Wygląda na bardziej smukłą, więc może to model z Coimbry. Na zwłoki fendera nie patrzymy.

Na drugie fado wpadliśmy do klubu Bartô mieszczącego się w ośrodku kultury Chapitô, tuż pod Castelo de São Jorge (zamek św. Jerzego).

Bartô to dziwne miejsce, co widać już po wystroju. Oferuje m.in. takie oto miejsca siedzące.

Artyści występują w autentycznym basenie (czy to była kiedyś willa czy szpital?).

Przed nami zatem znów typowy skład fado – śpiewa pani, akompaniuje dwóch panów.

Pani jest bardzo młodą fadistką, ale nie będziemy czekać, aż się zestarzeje, żeby nabrała wiarygodności.

Cały występ.

Z oczywistych przyczyn nie mogliśmy zobaczyć Amálii Rodrigues, spóźniliśmy się kilkanaście lat. Największa fadistka wszech czasów spoczywa w Panteão Nacional, czyli Panteonie Narodowym (Igreja de Santa Engrácia).

Pozostaje jeszcze wyjaśnić sobie, co znaczy fado. Jak to co? To samo, co karma. Każdego kiedyś dopadnie.

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.