09 lut 2010

Lista chłytów matetindodych, przepraszam, chwytów marketingowych w Indiach i Nepalu jest krótka. Po pierwsze zatem słowa (nic nie kosztują). Wszystko jest: silver (jeszcze lepiej gold), original, professional, modern (i antic zarazem).

Po drugie (tu już trzeba zainwestować) szyldy.

„Diamond Restaurant” na Main Bazaar w Delhi:

Wejście na minibazar w pobliże Czerwonego Fortu w Delhi:

Plac przed dworcem kolejowym w Delhi:

I jeszcze raz ten sam plac:

Indyjskie kino reklamuje się prawie bez słów:

Na nepalskiej prowincji można spotkać reklamę coca coli…

…i pepsi też:

Reklama zadziałała, właśnie tu kupiliśmy bilet na autobus Bombaj-Goa:

Miejscowość Mapusa na Goa, dworzec autobusowy. Tutejsze reklamy znamy na pamięć po wielogodzinnym oczekiwaniu na jakikolwiek pojazd:

Wszystkomająca restauracja w Agrze:

Inna restauracja w Agrze z jej dumnym kelnerem. Ta dla odmiany nie miała nic poza twardą baraniną:

I jeszcze jedna restauracja w Agrze. Tej nie odwiedziliśmy, skusiły się, zachęcone niewątpliwie reklamą, tutejsze małpy:

Brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

BLOG ROBERTA ZIENKIEWICZA „Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.” (RYSZARD KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.